Archiwum tagów: psychoterapia

Sauna jako psychoterapia ?

wstydNie jestem psychologiem. O psychologię  jako taką co najwyżej się „otarłem”. Jednak z sauną mam styczność od dłuuuuuuugiego czasu. Mogę zatem opisać swoje spostrzeżenia.
Sprawa będzie dotyczyć w głównej mierze osób, które chciałyby (iść na saunę gdzie saunuje się poprawnie czyli nago) – a boją się.
Dla niektórych osób rozebranie się przy innych wykracza poza zakres pojmowania. W głowach mamy zakodowane różne często błędne stereotypy, które ja nazywam „syfami w mózgu”. Syf jaki jest każdy widzi. Dlatego moim zdaniem należy go jak najszybciej wycisnąć. Pozostawienie go i pielęgnowanie tylko pogarsza sprawę. Syf rośnie i często pozostaje już na zawsze niejako „przez zasiedzenie”. Co może być takim syfem w naszym saunowym przypadku ? Najczęściej są to KOMPLEKSY na tle wyglądu. Co ciekawsze dotyczą one na równi płci obojga (!). Osoby z takim syfem mają zakodowany wyidealizowany wzorzec wyglądu. Każda różnica, a doskonale wiemy, ze owych różnic jest więcej niż mniej, prowadzi do powiększania się syfa. Każda sytuacja, w której zasyfiona osoba musi się rozebrać przy kimś (lekarz, basen (tak, tak, dotyczy to też kostiumów kąpielowych), a nawet życiowy partner (!)) prowadzi do powstania uczucia dyskomfortu. I to nie małego. Brak akceptacji własnego wyglądu to prawdziwa psycho-masakra. Prowadzi ona do niskiej samooceny, która przekłada się na inne aspekty życia. Takie osoby zapytane o to czy chciałyby móc się rozebrać przy innych ludziach bez tego stresu bez wyjątku odpowiadają, że TAK ! Że byłoby super, że och i ach. Więc czemu nie próbują czegoś z tym robić ? Antidotum na owego syfa mogą być właśnie takie miejsca gdzie „z automatu” lata się na golasa. Co one dają ? A no głównie to, że zaczynamy zauważać, ze inni ludzie też nie są idealni. Ta ma taki biust, tamta inny, tamta nie radzi sobie z grawitacją a jeszcze inna ma rozstępy, fałdki, pryszcze, piegi, a ten to ma nogi jak patyki a tamten wielki brzuch i nagle też się okazuje, ze mało który pan ma 25cm „w spoczynku” i kaloryfer na brzuchu oraz bicepsy i klatę jak u Arnolda czy innego Stallonego. W momencie, kiedy zaczynamy to zauważać syf maleje. Zaczynamy czuć, ze ONI wcale nie są tacy idealni. W zasadzie jakościowo są podobni do nas. Początkowe skrepowanie mija i…… zaczynamy czuć się coraz bardziej swobodnie. W takich miejscach nie ma szansy na zamaskowanie różnych niedoskonałości. Ot jesteśmy tacy jacy jesteśmy naprawdę. To też swego rodzaju psycho-otwarcie. Po jakimś czasie mija uczucie, ze „wszyscy na mnie patrzą”. Bo tak na prawdę to mało kto patrzy pod tym katem, którego się obawiamy. No bo nie oszukujmy się. Nikt nie będzie odwracać głowy od drugiej osoby. Mężczyźni będą patrzeć na kobiety, a kobiety na mężczyzn. Jednak chodzi o to jak się patrzy. Co dalej ? Oswoiliśmy się ze swoja nagością. Skoro aż tak otworzyliśmy się przed innymi a inni przed nami to baaardzo, ale to bardzo wzmacniają się więzi grupowe. Wszyscy członkowie grupy otworzyli się na siebie. Team Building przy tym wymięka. Nie przypadkiem mafia, agenci wywiadów oraz bossowie korporacyjni często prowadzili i prowadzą negocjacje i narady właśnie w saunie. Więc skoro na większość osób taka golizna działa tak TERAPEUTYCZNIE to czemu by nie spróbować ? Jeśli się nie spodoba to na drugi raz się nie pojedzie w takie miejsce i tyle. Ot kolejne doświadczenie, kolejna przygoda w życiu. Co więcej bez ryzyka i negatywnych konsekwencji. No bo co. No trochę ludzi mnie zobaczyło na golasa a  ja ich. I tyle. Sporo ludzi myli pojęcie prawidłowej nagiej sauny z takimi rzeczami jak swingers kluby, ekshibicjonizm, zboczenie itp. W łódzkiej FALI w szatni jest takie hasło ” Na saunie nagi człowiek to nie ekshibicjonista a ubrany to podglądacz”. Zasady są jasne i proste. W takich miejscach zero seksu i zachowań erotycznych. Wprowadzałoby to niepotrzebne napięcia i zakłopotanie innych. No bo ci goli ludzie tez mają libido. Co prawda patrzenie na innych nagich ludzi nie powoduje u nich doznań erotycznych, ale już na „miętoszącą się”  inną parę pewnie by zareagowali. Takie miejsca zrywają też z archaicznym podejściem, mówiącym ze na moją nagą/nagiego żonę/męża (partnerkę/partnera) tylko ja mogę patrzeć. W końcu wydaje mi się, ze ludzie są ze sobą bo odpowiadają sobie wewnętrznie (psychicznie) i to jak przezywają seks (tego w saunie nie ma) a nie po to, żeby móc sobie popatrzeć na swoją/swojego jedyną/jedynego (do tego wystarcza gazeta :P). A gdzie zaufanie partnerów do siebie ? Zresztą ja nigdy nie rozumiałem opcji „ZABRANIAM” w związku. Ot to takie moje obserwacje. Saunowicze to bardzo otwarci ludzie. Może właśnie dlatego, ze nie udają, że wyglądają inaczej a ewentualną krytykę jaka mogłaby się gdzieś pojawić zwyczajnie olewają. Moim zdaniem warto spróbować. Po to, żeby zobaczyć jak to jest, sprawdzić się, spróbować czegoś innego, przełamać swoje wewnętrzne opory i zasmakować tej specyficznej terapii.

Kolejny artykuł: Terapidarium. Kolejne trudne słowo.